Sądeckim monarchistom przyszedł niedawno z odsieczą Janusz Korwin–Mikke. Ulubieniec części narodu wygłosił w Wyższej Szkole Biznesu – National Louis University wykład na temat wyższości monarchii nad republiką, pastwiąc się niemiłosiernie nad demokracją.
Na koniec, gospodarz spotkania, Adam Orzechowski, który zasłynął z odtworzenia insygniów koronacyjnych królów Polski, podsunął gościowi do podpisu akt Konfederacji Spiskiej.
Jej jedynym celem jest restytucja monarchii w Polsce i oddanie tronu domowi saskiemu w osobie Marii Emanuela (rocznik 1927), księcia Saksonii i margrabiego Miśni, dożywającemu swoich lat w Dreźnie. Janusz Krowin–Mikke bez wahania złożył zamaszysty podpis. Publiczności klaskała. To był milowy krok w kierunku spełnienia marzeń sądeckich rojalistów.
Klaskali poważni skądinąd ludzie – sen to, czy jawa?
Monarchiści z gminu
Adama Orzechowskiego, marszałka Konfederacji Spiskiej, zastaliśmy w miniony czwartek w jego królestwie, czyli przepysznym antykwariacie na rogu Jagiellońskiej i Rynku w Nowym Sączu. Malowidła, porcelana, srebro – gdzie monarchista czułby się lepiej, niż w otoczeniu antyków.
– Pan z tym królem oczywiście żartuje? Na wariata Pan nie wygląda? – zagaduję.
– Czy my jesteśmy głupszym narodem niż Szwedzi, Norwegowie, Duńczycy, Anglicy i Holendrzy? – odpowiada pytaniem gospodarz, dodając, że 10 krajów najlepiej rządzonych w Europie, to właśnie są monarchie.
– Dlaczego my mamy mieć gorzej niż inni? – znów pyta Orzechowski i
mówi, że Polacy tęsknią za królem, który zjednoczy skłócony naród.
Co w takim razie w Konfederacji Spiskiej robią ludzie z gminu? – pytam. Bo rozumiem, że w żyłach Piotra Lachowicza płynie błękitna krew szlachty nowogródzkiej, Mirosław Zawisza z Zakopanego i Jerzy Stadnicki ze Szczawnicy są poza podejrzeniami, ale już nazwisko takiego Mariana Cyconia wybranego na starostę sądeckiego w strukturze Konfederacji, jest, co tu ukrywać, pospolite. Pan Marian to człowiek poczciwy ze wszech miar, ale w Barcicach sporo osób tak się nazywa.
Pan Adam uśmiechnął się dobrotliwie.
– I właśnie takie podchodzenie do sprawy to duży błąd – mówi. – Odrzucamy wszelkie tytuły, nie liczy się pochodzenie społeczne. Monarchista to jest po pierwsze człowiek honoru, liczy się szlachectwo ducha, a nie urodzenia.
Antykwariusz cytuje dewizę Konfederacji Spiskiej: „Wolni wśród wolnych, równi wśród równych”.
Skąd w Nowym Sączy wziął się taki oryginał?
Kto to jest Adam Orzechowski? Z jego powodu o Sączu jest obecnie w Polsce równie głośno, jak z powodu Miasteczka Multimedialnego Krzysztofa Pawłowskiego.
– Mama jest spod Warszawy, tata spod Tarnopola, a ja urodziłem się na Śląsku – mówi krótko.
Rodzice poznali się w spalonej Warszawie.
– Dziadkowie ze strony ojca chyba mieli jakiś majątek na Kresach, a mama, która posiadała z niemiecka brzmiące nazwisko, na barykadach Powstania Warszawskiego nabyła prawo do polskiego szlachectwa. Szlachtą są bowiem ci, którzy z bronią w ręku są gotowi bronić Rzeczpospolitej – mówi twardo pan Adam.
Urodził się w Kamiennej Górze. Po śmierci ojca przenieśli się do Nowego Sącza, gdzie już osiedli dziadkowie zza Buga. Nad Dunajcem przyszły marszałek Konfederacji Spiskiej pobierał pierwsze nauki w Szkole Podstawowej im. Jana Kochanowskiego, a egzamin maturalny złożył w II Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej. Dalej były studia w Krakowie. Wybrał historię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale dotarł tylko do III roku.
Orzechowski twierdzi, że nie dopuszczono go do sesji egzaminacyjnej, choć brakowało mu tylko jednego zaliczenia – z przyczyn politycznych.
Dopiero gdy powstała „Solidarność”, dostał pismo z uczelni, że może wrócić na studia.
– Zawsze byłem niepokorny – tłumaczy. – W liceum, jak mnie zapytano, kto stoi na czele państwa polskiego powiedziałem, że prezydent Raczyński.
Pewex na Kościelnej
Następne przystanki życiowe naszego monarchisty, to szefowanie Peweksowi przy ul. Kościelnej (obecnie ul. kard. Wyszyńskiego), kierownicze posady w mleczarni, w końcu taksówka.
– W Peweksie pracowała elita Polski Ludowej, tam byle kogo nie brali – zauważyłem, ale pan Adam nie dał się sprowokować. Gdy historia przełamała się w 1989 r., założył pierwszy w Nowym Sączu sklep z antykami. Nie handluje żelazkami z duszą, czy innymi rupieciami. Kiedy dostrzegłem Kossaka na ścianie machnął ręką z lekceważeniem: „Co tam Kossak, nad panem wisi Chełmoński”.
Porcelana, na którą patrzę, to „wszystko Miśnia”, a srebrne sztućce nie pochodzą z przemytu z ZSRR. Słowem – żeby coś kupić u Orzechowskiego trzeba mieć gruby portfel. Jego klienci pochodzą z całego kraju, rynek sądecki jest za mały.
– Tu są cymesiki – cmoka gospodarz, który zaczął zbierać stare monety będąc w podstawówce. Ale najbardziej „kocha się w srebrze”.
Kiedy stał się monarchistą?
– Historią Polski interesuję się całe życie, a idee monarchiczne to owoc przemyśleń starszego pana, jak najlepiej rządzić krajem – wyjaśnia. – Władza powinna pamiętać, że jest służebna wobec narodu, a król zawsze jest tam, gdzie naród – dodaje.
Orzechowski uważa, że ustrój republikański w Polsce jest „zgrany do zera”. Co z tego, że prezydent Kaczyński chce dobrze, kiedy brakuje mu królewskiego majestatu?
Król z internetu
– Skąd pan wziął tego Marię Emanuela? – dociekam.
– Przez 200 lat polscy monarchiści kłócili się, komu oddać koronę, a nikt nie zajrzał do Konstytucji 3 Maja, którą wszyscy mamy za cudo. Tam w artykule siódmym nasi przodkowie za następcę tronu uznali Fryderyka Augusta, elektora Saksonii i jego następców – tłumaczy.
Dalej sprawa była prosta, należało ustalić żyjącego seniora rodu Wettinów, a do tego wystarczył internet.
Do rezydującego w Dreźnie księcia, konfederaci wysłali czołobitny list, ofiarowując mu polską koronę. Ponoć książe nie powiedział „nie”, ale odpowiedzi ze stolicy Saksoni Orzechowski nie pokazał.
Gdy wyraziłem nieśmiało uwagę, że na przykład sądeczanie prędzej zaakceptują na tronie polskim Sasa Kazimierza, niż Sasa z Drezna, pan Adam się zdenerwował.
– Utarło się, że panowanie Sasów to było nieszczęście dla Rzeczpospolitej – mówi wzburzony. – Współcześni tak tego nie odbierali, to był czas pokoju, spokoju i dobrobytu dla szlachty…
Adam Orzechowski wie, że czeka go długi marsz. Najpierw monarchiści muszą zdobyć przyczółek w parlamencie, żeby zyskać trybunę do upowszechniania swych idei. Zmiana świadomości Polaków musi potrwać, ale 57–letni Adam Orzechowski nie wątpi, że za swego życia doczeka się referendum, w którym naród opowie się za monarchią.
Po mojej uwadze, że głos Adama Orzechowskiego z Nowego Sącza ma taką samą siłę, jak głos wyborcy Andrzeja Leppera spod Koszalina, gospodarz nie miał miny pokonanego.
– Badania – mówi – jednego z uniwersytetów wykazały największe poparcie dla monarchii w Lubuskiem, a jedno z mniejszych w Krakowie – mówi.
– Pewnie mieszkańcy Lubuskiego mają większe poczucie humoru od Lajkoników – odparowałem.
– Pan stara się wszystko obrócić w żart, ale jest bardziej niż pewne, że Polska wcześniej czy później monarchią będzie ponownie – oświadczył z godnością gospodarz, który, jak sam mówi, w 1971 r. przewidział upadek imperium sowieckiego, a wszyscy pukali się po głowie.
henryk szewczyk
Autor artykułu: